Kiedy dany twórca podrzuca nam klucze interpretacyjne czy też operuje symbolami, musimy być ostrożni, bo tropy i poszlaki często wiodą na manowce. Niezmiernie rzadko się zdarza, aby artysta prowadził widza za rękę jak małe dziecko, objaśniając szczegółowo znaczenie każdego użytego słowa. Równie rzadko zdarza się, aby autor udzielił jednoznacznych wyjaśnień ujawniając tym samym tajniki warsztatu. W książce zawierającej ilustracje, tekst może towarzyszyć obrazom, wychodzić im na przeciw, ale też odwrotnie – słowa mogą stanowić łamigłówkę, a widz-czytelnik musi sam, na swoją odpowiedzialność przedrzeć się przez zbudowany przez twórcę labirynt. A zatem "Litera SAMECH w kulturze żydowskiej oznacza koło".

Koło jest jednym z najstarszych symboli odsyłających do tego, co boskie, idealne, nieskończone. Posiada granice, które utożsamiane są z bezpieczeństwem, pełniąc jednocześnie funkcję ochronną i magiczną. Kształt koła uznawany jest za formę pełną harmonii, oznaczającą ciągłość i jedność. Jak pisze Greta Samuel: "Koło składa się z takich samych punktów dlatego tworząc je, jesteśmy równi wobec siebie". "Samech" wbrew pozorom koncentruje się na tym, co ludzkie, nie co boskie.

Greta Samuel w zależności od sytuacji, daje sobie prawo do zachowania milczenia, jak również korzysta z prawa głosu prowadząc narrację w charakterystyczny, zdystansowany sposób. 

Czy Greta daje dość do głosu swoim bohaterkom? Jak sama przyznaje, uczęszczając na spotkania Towarzystwa Interwencji Kryzysowej, wybrała stanowisko osoby obserwującej, słuchającej. Przed naszymi oczami otwiera się przedziwna książka i snuje się dziwna opowieść, przy czym nie wiemy do końca, czy obrazom towarzyszą słowa, czy też może odwrotnie – słowom akompaniują obrazy. Książka Grety opiera się na swoistym dwugłosie, ilustracja czasem dopowiada to, co stoi za słowem, ale częściej zwodzi widza-czytelnika i kieruje go w inne rejony, tak by ten polegał jedynie na swojej intuicji. Jest to zgodne z założeniem autorki, która nie chce ujawniać szczegółów, nie epatuje szokiem, nie lubi kontrastów. I przede wszystkim korzysta z prawa przemilczenia, wtopienia się w tło.

W zakresie obrazowania wybiera spokojne modelowanie półtonami, operuje zgaszonymi szarościami, formami, które raz uderzają ostrością, a zaraz rozpływają się miękko niczym kształty zagarniane i deformowane przez mgłę. W sferze językowej przejawia się to w chłodnej, pozornie beznamiętnej narracji. Greta opowiada historie swoich bohaterek powoli, nie stopniując specjalnie napięcia, nie stosując żadnych dodatkowych efektów. Historie ludzkich dramatów zawierają się w krótkich zdaniach, mamy tu czasowniki, rzeczowniki, prostą, niekiedy wręcz suchą składnię, w której nie ma nadmiaru przymiotników, czy ozdobników.

"Samech" płyną powoli, swoim rytmem. Nie można się oprzeć wrażeniu, że zanurzenie się w tym świecie, jest jak spacer w oparach mgły, gdzie na przemian uzyskujemy i tracimy ostrość widzenia, a punkty orientacyjne tylko pozornie mają swoje stałe miejsce. My zaś prowadzeni intuicją przemieszczamy się z dziwnym poczuciem otumanienia, duszności. W zagęszczonej atmosferze rozmijamy się ze swoimi intencjami. Krok do przodu może się okazać krokiem powrotnym do punktu wyjścia. Koło jest bowiem symbolem doskonałości, ale też cykliczności i zamknięcia. Jak odczytamy symbolikę Samech, zależy jedynie od nas samych. Kto bowiem sięga pod powierzchnię, czyni to zawsze na własną odpowiedzialność.

tekst: Pracownia Litografii – Magdalena Boffito